wieczna dziewczynka (bylo i co dalej...)
joanny.blog.interia.pl
<< Luty 2010
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728



O mnie
joanny
2
,
Gdzies Tam
Słówko o mnie
na rozdrozu co jakis czas, a moze stale, ciagle szukam swojego miejsca na ziemi, ale nawet po upadkach podnosze sie i ide dalej, nieuleczalna idealistka
Zobacz mój profil
Notki
2010-01-31 Cocooning
No i proszę, okazało się, że to co robię znowu jest przez przypadek trendy. A co to jest? Nazywa się cocooning czyli bardziej po polsku kokonizacja, a jeszcze bardziej celebrowanie domatorstwa. Robię to od kilku miesięcy, wychodzę z domu tylko wtedy kiedy to konieczne, albo wtedy, gdy naaprawdę mam na to ochotę. Zaszywanie w domu jeszcze mi się nie znudziło, ale przyszło mi do głowy, że to może być niepokojące zjawisko. Okazuje się jednak, że jest nas więcej! Podobno szukanie poczucia bezpieczeństwa w domowych pieleszach to odpowiedź na pośpiech i wariactwo naszych czasów. Jest tylko mały szkopuł: żeby być naprawdę trendy trzeba mieć dom czy mieszkanie urządzone przez architekta, w najwyższym standardzie, wyposażone w najlepszy sprzęt elektroniczny, meble i drobiazgi idealne pod względem praktycznym, funkcjonalnym i estetycznym. Ja tak nie mam, buuu, ale co tam i tak będę udawać, że jestem trendy, a jak mi się znudzi to może wreszcie wyjdę i zarobię na to całe wyposażenie i inne gadżety:).
2010-01-27 Hipnoza
Wczoraj przez przypadek pierwszy raz w życiu wzięłam udział w seansie hipnozy, tzn. czas i miejsce to mój wybór, ale co mnie tam spotka nie wiedziałam. Hipnoza była relaksacyjna (w sumie to nie wiedziałam, że coś takiego istnieje), a nie jakaś tam psychoanaliza i kopanie po umyśle. Był to seans skrócony, wprowadzający i w zasadzie grupowy, bo dla 2 osób.
Mam mieszane uczucia: niby trochę się rzeczywiście zrelaksowałam, rozluźniłam i zaczęłam sobie wyobrażać różne rzeczy i miejsca w dosyć realistyczny sposób (zwykle mam z tym problemy), ale nie wiem czy to była sugestia hipnotyzującego, czy autosugestia, ale może to nie ma znaczenia? Ciągle wydaje mi się, że ja jestem raczej trudno podatna na takie zabiegi i sceptycznie się do nich odnoszę. Niby do mocnego stąpania po ziemi mam kilka kilometrów, ale unoszenie się w chmurach, gdy upiory i widma ściągają na dół też niestety niezbyt mi wychodzi. Najchętniej znalazłabym jakiś złoty środek i nawet wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze do osiągnięcia tego celu, ale za 2 dni mogę zmienić pogląd.
Mam w każdym razie dylemat czy spróbować z tą hipnozą jeszcze raz i zobaczyć czy to na mnie jakoś bardziej podziała czy dać sobie spokój. W pierwszej chwili pomyślałam, że nie ma co się ogłupiać, ale teraz się waham...

2010-01-20 Impresje zimowe
Jak tam w Nowym Roku Moi Mili Państwo. Czy wszyscy już zapomnieli, że był jakiś Stary, a później Nowy i teraz został już tylko Rok? Pewnie tak bo czytam, że zapracowani, zagonieni... Ja zapomniałam, ale na chwilę sobie przypomnę, bo chociaż nie robiłam żadnych noworocznych postanowień, to ponad 2 tygodnie temu, tuptając po peronie małej stacji co by mi stopy nie odmarzły w oczekiwaniu na spóźniający się pociąg, myślałam o moim rodzeństwie, rodzicach, o mojej rodzinie i z tego myślenia wykluło się życzenie, żebyśmy w tym (nowym) roku wszyscy zrobili chociaż krok do przodu. Niech to nie będzie od razu wyprawa na Księżyc, ale mały krok do przodu, niekoniecznie w kwestiach finansowych, chociaż to prawie wszystkim by się przydało, żeby było trochę łatwiej żyć. Chodzi bardziej o rozwój osobisty, o budowanie dobrych relacji w rodzinie,o wzięcie większej odpowiedzialności za samych siebie i za najbliższe osoby w sferach, w których zależą od nas. Tego bym chciała dla siebie i mojej rodziny w tym roku, a jeśli jeszcze ktoś sobie tego życzy to proszę bardzo:).
Od ponad dwóch tygodni jestem szczęśliwa bo jest prawdziwa zima w zimie, jest śnieg, który uwielbiam, a który ma niesłychane właściwości kryjące i udoskonalające krajobraz za oknem. Nie mogę powstrzymać się od uśmiechu, gdy wychodzę na zewnątrz lub widzę baraszkujące na śniegu dzieciaki. Wreszcie ja, łażąca po wszystkich skrótach, polnych ścieżkach i wertepach, mam nie ubłocone, a tylko ośnieżone buty, jak większość szanujących się obywateli chodzących po chodnikach. Trochę śmieszą mnie prawie powszechne narzekania, zwłaszcza osób, które powinny pamiętać jakie to zimy mieliśmy 15, 20 czy więcej lat temu i że śnieg i temperatura do -10 stopni nie są niczym nadzwyczajnym w naszym klimacie.
Trzeba się po prostu dobrze ubrać, pić ciepłe napoje, jeść ciepłe posiłki i pokornie czekać na wiosnę, która, miejmy nadzieję, przyjdzie we właściwym czasie i nas uszczęśliwi jeszcze bardziej.
Skazą na mojej szczęśliwości jest tylko moja nieodłączna towarzyszka bezsenność i to ona jest jednym z moich głównych problemów, a nie zima, która kiedyś na pewno się skończy. Nic to, będziemy szukać jakichś znachorów czy innych szamanów, którzy może coś doradzą, nie musi być to mądre, byle było skuteczne.

2009-12-20
  WESOŁYCH ŚWIĄT !
  SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !

2009-12-19 Szczęśliwe drzewo...
Moja siostra rozbiła samochód w górach, w lesie, na drzewie z górki i dobrze, że na tym drzewie, bo inaczej spadłaby ze skarpy i nie można by było już powiedzieć, że nic się nie stało, że jest tylko poobijana i że dalej przed Świętami musi walczyć z remontem, przeprowadzką, pożyczonym samochodem, brakiem urlopu i ubezpieczeniem na szczęście. Chce nawet samochód naprawiać, bo chociaż według ubezpieczalni zupełnie nie ma to sensu, to jej nie stać na nowy, ten lubi, a w to drzewo uderzyła jakoś centralnie i chociaż naprawa musi być kompleksowa, to teoretycznie nie powinno być uszczerbków na bezpieczeństwie. Miejmy nadzieję, że dostanie odpowiednie pieniądze. A poza tym dalej idą Święta i idą i idą...
2009-12-18 Szukając...
No dosyć tego dobrego, Święta za pasem, czas zmienić nastawienie i klimat, a przynajmniej rytmy, jeśli nie słowa. Odkąd usłyszałam ją w trójce, ta piosenka "chodzi za mną" zwłaszcza w tym tygodniu i...wprawia mnie w dobry nastrój, bo nie doszukuję się w niej drugiego dna:).
2009-12-16 Refleksyjnie
Myślę...myślę...? (razem z Renatą)


2009-12-06
Znudziło mnie już taplanie się we własnych nieszczęściach, klęskach i lękach, snucie czarnych wizji i wszechogarniająca indolencja. Postanowiłam sama sobie dać kopa w cztery litery, tudzież wymierzyć otrzeźwiający policzek. Za pierwszym razem rezultat był marny. Ból owszem poczułam, ale nijak mnie to nie otrzeźwiło, ani nie zmotywowało. Za drugim razem coś drgnęło i pojawiła się iskierka nadziei. Przede mną trzecia próba, mam nadzieję, że będzie udana, a jeśli nie to, że będę miała siłę i ochotę próbować dalej, bo przecież nie ważne ile razy człowiek upada, ważne żeby zawsze się podnosił, a poza tym trzeba być dla siebie dobrym, bo jak nie my to kto?
2009-11-26 "Friends"
To się nazywa wirtualne życie. Od kilku dni oglądam do bólu "Przyjaciół", a raczej "Friends" bo oglądam ich w oryginale tłumacząc sobie, że w ten sposób pracuję nad moimi "kompetencjami językowymi", jednocześnie zapominając, iż spędzanie kilku godzin na obserwacji czyjegoś, wymyślonego zresztą życia nie uczyni mojego zabawniejszym ani szczęśliwszym.
Żałosne, ale cóż: ci serialowi bohaterowie wprawiają mnie w dobry humor, a ich dialogi w języku tak pełnym różnych znaczeń i gier słownych rzeczywiście są zabawne, nie wspominając już o miejscu akcji, które jest jednym z moich ulubionych miast no matter what I lived there.
Już jakiś czas temu stwierdziłam, że jakkolwiek denerwujące by to nie było, istnieje przyczyna dlaczego ten język tak się rozprzestrzenił i ci, i tak zadufani w sobie Amerykanie (plus kilka narodowości) nie muszą się uczyć innych dialektów. Lubię brzmienie j.angielskiego, lubię jego wieloznaczność, a jednocześnie możliwość trafienia w sedno w kilku krótkich słowach. Czasami wydaje mi się, że o wiele łatwiej byłoby mi wyrazić wszystko, co czuję po angielsku (mimo braków słownictwa).Tu oczywiście kryje się pułapka, ale i wielki plus takiego sposobu wypowiedzi biorąc pod uwagę nieunikniony brak wyczucia niuansów, a tym samym mniejsze poczucie odpowiedzialności za słowa. I pomyśleć, że moją pierwszą miłością językową był j.francuski, a moja ukochana profesorka miała angielski w pogardzie.

2009-11-17 Happy IVGLDSW Day
Podobno wczoraj był "International Very Good Looking Damn Smart Woman's Day". Spóźnione zatem, ale szczere życzenia wszystkim zabójczo wyglądającym i diabelsko błyskotliwym koleżankom bloggerkom przekazuję.

Księga gości
 





























Archiwum
Rok 2010
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
9071
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
449
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
10
Zobacz serwisy INTERIA.PL